Znajome miejsce

Znajome miejsce

Mam takie miejsce, w którym spędziłem wiele swojego czasu. Miejsce z którym czuję się związany i dziwnie jest mi patrzyć jak idzie do przodu bez mojej obecności. Patrzyć jak stare ulice zostają zamienione na jednokierunkowe, jak miejskie autobusy przyjmują inny kolor, bo zostały przebrandowane przez inną firmę. Miasto tętni życiem i idzie bez Ciebie.

Irlandia przywitała mnie dosyć typową pogodą - wiatrem. Podmuchy były mocne, aż do tego stopnia, że dron miał problem utrzymać się w miejscu. Nie mówiąc już o tym, że w trybie sportowym, w którym zwykle jest w stanie rozpędzać się do prędkości 70km/h. Tymczasem prędkość 10km/h była górną granicą wraz z komunikatem o osiągnięciu maksymalnej mocy.

Cliffs of Moher
Cliffs of Moher - 3 godziny wcześniej

Przez cały tydzień jeździłem w swoje sprawdzone i całkiem nieodkryte miejsca, żeby maksymalnie wykorzystać swój pobyt. Założyłem sobie, że przez dwa lub trzy dni udam się dalej poza pobliskie hrabstwa (są 4 województwa).

Zdziwiła mnie najbardziej miejscówka z ukrytym wodospadem, koło której zwykle przejeżdżałem. Czytając grupy fejsbukowe, udało mi się znaleźć posty gdzie ludzie opisują jak się dostać do wodospadu. Faktycznie był ukryty, ponieważ przez godzinę się kręciłem widząc swój cel, ale nie byłem w stanie przejść przez urwisko. Dopiero od drugiej strony, skacząc przez mur udało mi się zbliżyć dostatecznie blisko.

Największy sentyment mam do parku narodowego w górach Wicklow. Wystarczy 30 minut jazdy autem z południa Dublina. Według mnie to jedno z lepszych miejsc na fotografie, które się często przewijały w moich kadrach. Góry, morze i jeziora - wszystko w zasięgu wzroku.

A do poniższej miejscówki miałem 20 minut piechoty...