Poszukiwanie trufli - Toskania 2023

Giro, nasz włoski piesek z rasy Lagotto Romagnolo. Zawodowy poszukiwacz trufli, jeżeli jest odpowiednio wyszkolony (dopiero zaczynamy naukę od pasty truflowej). Tak nam nasz pies podróżnik podsunął pomysł na kolejny wyjazd - Toskania, kraina tartufo. Z czteromiesięcznym wyprzedzeniem zarezerwowaliśmy hotel, a miesiąc przed wyjazdem wyrobiliśmy pieskowy paszport.

Samochód przygotowany i 1,400 km w jedną stronę przed nami. Sam dojazd rozbiliśmy sobie na dwa dni. Przenocowanie w Villach przy granicy Austrii z Włochami przerwało morderczy ciąg jazdy (swoją drogą to urokliwie miasteczko miało z każdej strony widok na Alpy). Jeżeli ktoś chciałby oszczędzić dzień podrózy to mając dwóch kierowców, można przejechać cały dystans na raz, tylko warto zgrać sobie dojazd z zameldowaniem w hotelu. W poprzednie wakacje do La Spezia wyjechaliśmy po obiedzie i jechaliśmy pół dnia i całą noc (około 15 godzin w sumie) i to nas przekonało, żeby tym razem rozbić podróż na dwa dni.

To była moja trzecia wyprawa do Włoch, więc naturalnie stres związany z podróżą był już na niższym poziomie, ale dalej był. Czy dojedziemy? Czy auto nie stanie gdzieś po drodze? W bagażniku miałem całe wyposażenie - gaśnica, kompresor, koło dojazdowe, klucze i inne przybory. W Austrii od 1 listopada obowiązują zimowe opony, więc warto sobie wziąć takie rzeczy pod uwagę w przygotowaniach.

W Austrii i Włoszech jazda samochodem jest dziwna, niby są pasy na drodze ale i tak ludzie jeżdżą środkiem i nie lubią używać kierunkowskazów. Przy pięciu pasach na autostradzie czy rozjazdach czasami samochody obok stawały się nieprzewidywalne i dynamicznie tasowały. Oprócz tego sama jazda jest przyjemna i wspomagając się tempomatem można trochę odpocząć. Skórzane fotele niestety nie są już aż tak wygodne w tak daleką podróż, choć zgaduję że każdy rodzaj tapicerki może odcisnąć się na pośladkach.

Toskania, piękna kraina gdzie są same pagórki, a na wyższych wzniesieniach miasteczka jak z bajek. To tereny też bardzo puste, oprócz zbioru miasteczek znajdowały się tam pola uprawne, pomiędzy którymi nic nie było. Życie płynie tam powoli i nagle przestajesz się martwić. Jedno, że jesteś na wakacjach, a drugie że po prostu panuje tutaj spokój. Ciężko to opisać, trzeba to przeżyć samemu i poczuć te klimaty.
Mieliśmy tylko pięć dni, więc zrobiliśmy sobie listę miasteczek i atrakcji, które chcemy odwiedzić i codziennie po kolei odhaczaliśmy je z listy. Na niektóre schodziło po parę godzin, gdzie piliśmy sobie kawkę lub gubiliśmy się w uliczkach w celu odkrycia perełek:
Odwiedziliśmy:
- Siena
- Colle di Val d'Elsa
- Monteriggioni
- San Gimignano
- Bagni San Filippo
- Volterra
- Pienza
- Montepulciano
- Val d'Orcia (popularny kadr z filmu Gladiator)
- Piombino
- Castiglione della Pescaia
Warto zaznaczyć, że zjedzenie obiadu o polskich porach graniczy z cudem. Pizzy nie byliśmy w stanie dostać pomiędzy 13:00-19:00 i musieliśmy się nieźle namęczyć lub brać focaccia na wynos.


























































