Pierwszy overlanding

No i stało się, wybrałem się na pierwszą dwudniową przygodę. Co prawda nie był to stricte overlanding na dziko, ale osiągnąłem swój cel - spanie w samochodzie. Zaczęło się tak…
Podczas rozmowy, wujek pochwalił się kupnem namiotu i zajawki biwakowej. Ja od jakiegoś czasu chciałem wypróbować overlanding w samochodzie. Zaklepaliśmy termin w kalendarzu na czerwcowy weekend, a bliżej terminu wybraliśmy lokalizację (Żywiec). Miejsce wypadowe celowo było ucywilizowane, żebyśmy się nie zrazili podczas pierwszej próby. Okazało się, że aż za bardzo, bo był nawet prysznic, gniazdka i zlew do mycia naczyń.

Pierwszy dzień polegał na odebraniu towarzysza ze stacji kolejowej, po czym pojechaliśmy zjeść śniadanie w Żywcu. Po zaspokojeniu głodu i kupnie jednorazowego grilla pojechaliśmy na miejsce kempingowe rozbić namiot i zapoznać się z wyposażeniem jaki posiadaliśmy przy sobie. Hamak, spodobał mi się niezmiernie. Wystarczą dwa drzewa i mamy miejsce relaksu. Zostawiliśmy sprzęt i wybraliśmy trasę pieszo, która zajęła nam 3 godziny z miejsca kempingu (po osiągnięciu lokalnego szczytu zawiesiliśmy hamak). Po powrocie rozpaliliśmy grilla i posiedzieliśmy rozmawiając. Na koniec dnia rozłożyłem fotele i pościeliłem prowizoryczne łóżko. Największą zagwozdką okazało się wybranie kierunku w którym będę spać. Czy będę miał głowę pod roletą i utrudnioną ewakuację, czy w stronę silnika i moja głowa będzie oparta o rozłożoną kanapę. Wybrałem pierwszą opcję, bo rano pod roletą bagażnika powinienem mieć ciemność. Uchyliłem lekko szyby z przodu i poszedłem spać.

Noc… obudził mnie telefon około trzeciej w nocy.
„ty Marcin, bo jest burza. Jak będzie bliżej to będę musiał przyjść do Ciebie” - powiedział wujek schowany w namiocie.
Wtedy przypomniałem sobie, że mam uchylone okna… i mokro w przednich fotelach.

10 minut później pojawił się rozbłysk i po sekundzie grzmot, towarzysz ewakuował się z namiotu do mnie. Był zdziwiony, że dopiero telefon mnie obudził a nie burza. Śpiąc z głową w bagażniku ledwo co słyszałem bunt natury.
Po kolejnych 20 minutach było już po wszystkim i wróciliśmy do snu w swoich „domkach”. Spałem już do rana.
Drugi dzień był mniej intensywny. Zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i poszliśmy nad jezioro. Po powrocie spakowaliśmy swoje rzeczy i wróciliśmy do siebie. Cel osiągnięty, calutka noc przespana w samochodzie. Czułem się nawet wyspany, godzinna przerwa w środku nocy nie wybiła mnie zbyt drastycznie ze swojego naturalnego rytmu.
Wnioski:
- Przenośna kuchenka gazowa to jest coś co chcę posiadać w swoim wyposażeniu
- Fajnie wygląda sprawa z uchyloną szybą po założeniu owiewek, nie wpada wtedy woda i nie zbiera się wilgoć podczas oddychania
- Hamak również chcę
- Samochód spisał się nad wyraz dobrze, brakowało tylko wysokości sufitu żeby nie siedzieć przygarbiony
- Przygotowanie spania, czyli przeniesienie rzeczy z bagażnika na przód samochodu zajmuje trochę czasu, mógłbym nie rozkładać całej kanapy i tym samym skrócić czas transformacji wnętrza. Podobno box dachowy się dobrze sprawdza.
Overlanding polega głównie na planowaniu swojej podróży (przynajmniej według mnie po tej jednej wyprawie). Zastanawiałem się co zjem, czy mamy potrzebny ekwipunek do rozpalenia grilla, czy mamy co zjeść rano na śniadanie, czy auto mi się nie nagrzeje za bardzo podczas wschodu słońca. Wszystkie te rzeczy sprawiały, że podróż była ekscytująca, ale też trochę wyczerpująca. Nie mogłem otworzyć lodówki pełnej jedzenia z domowego zacisza, a po prostu musiałem o wszystkim myśleć.
