Pierwszy bikepacking

Pierwszy bikepacking

Przygotowanie - logistyka

W końcu się zebrałem... Podczas casualowej rozmowy ze znajomym umówiliśmy się na konkretną datę na bikepacking rowerowy. Wybraliśmy lipcowy tydzień. Mamy czas od środy do niedzieli. Najwięcej problemu nam zajęło wybranie wstępnej wersji trasy jaką chcemy jechać, bo musieliśmy zgrać podróż z pociągami i wybrać początek i koniec trasy gdzie nie będziemy musieli jechać cały dzień pociągiem. Wybraliśmy Gdańsk jako start (5h pociągiem) i Bydgoszcz jako koniec (dla mnie to było 6h pociągiem). Kupiliśmy bilety z wyprzedzeniem, co było dobrą decyzją, bo okazało się, że tydzień przed terminem już był problem ze znalezieniem biletów powrotnych (przez ograniczoną liczbę miejsc rowerowych w pociągu).

Pierwotna trasa:

Dzień 1: Gdańsk -> Krynica Morska -> Elbląg

Dzień 2: Elbląg -> Malbork -> Grudziądz

Dzień 3: Grudziądz -> Bydgoszcz

(Podczas naszej wycieczki zmieniliśmy trochę plan)

Finalna trasa:

Dzień 1: Gdańsk -> Krynica Morska -> Elbląg ~120 km

Dzień 2: Elbląg -> Malbork -> Grudziądz ~134 km

Dzień 3: Grudziądz -> Toruń ~ 80 km

Dzień 4: Toruń -> Bydgoszcz ~ 50 km

Do zaplanowania trasy użyłem szlaki dostępne na https://velomapa.pl/ i przy pomocy https://gpx.studio/ poszatkowałem szlaki i połączyłem z innymi. Każdy dzień był oddzielnie zaplanowaną wyprawą i śladem GPX. Każdy ślad wrzuciłem do Komoot, żeby mieć informacje o ukształtowaniu terenu i rodzaju nawierzchni. Dzień 3 i 4, który był zmieniony względem pierwotnego planu został przygotowany w restauracji na telefonie w aplikacji Komoot (wybrałem opcję rower szosowy).

Przygotowanie - rower

Wyprawa miała trwać co najmniej cztery dni, więc potrzebowałem zabrać chociaż ubrania rowerowe na zmianę i normalne ubranie. Po przemyśleniach i próbie zapakowania w to co miałem, zdecydowałem postawić na bagażnik rowerowy i dwie sakwy. Bagażnik kosztował mnie około 90 złotych i miał maksymalne obciążenie do 25 kg, a sakwy po 180 zł sztuka. Strzałem w dziesiątkę okazało się dokupienie torby na kierownicę i ramę roweru (najtańsze z Decathlonu), co umożliwiło mi segregację sprzętu i jedzenia.

Co zabrałem:

  1. Zestaw ubrań kiedy nie jadę rowerem, czyli koszulka i spodenki. Dodatkowo zabrałem długie spodnie i bluzę
  2. Dwa zestawy ubrań rowerowych + nieprzemakalne nakrycie na nogi i kurtka przeciwdeszczowa.
  3. Kurtka przeciwwiatrowa w kieszeni koszulki rowerowej
  4. Hamak
  5. Dron
  6. Narzędzia rowerowe
  7. Suche jedzenie
  8. Mały łańcuch do zapięcia roweru
  9. Powerbank

Muszę ostrzec, że rower z pełnymi sakwami jest bardzo ciężki. Załadowanie go do autobusu sprawiało mi problemy, a chodzenie po schodach niemożliwe. Załadowanie do pociągu polegało na ściągnięciu sakw, wrzuceniu ich do wagonu i zrobienie ponownej rundy z rowerem do wagonu. Ta kolejność okazała się kluczowa, bo po wrzuceniu sakw do wagonu mogłem się skupić na powieszeniu roweru. Inaczej mógłbym szamotać się z rowerem podczas gdy sakwy leżą na peronie.

Jazda

Generalnie, to zaplanowanie tak długich dystansów jak 120 km z pełnym obciążeniem, nawierzchnią w większości gravelową i zaczęciem około 13:00 (wtedy dojechaliśmy pociągiem do Gdańska), było szalone. Było dużo jechania a mało zwiedzania, żeby dojechać na miejsce kempingu (na który się spóźniliśmy o 10 minut, ale przyjechaliśmy 50 minut przed zadeklarowanym przez nas czasem). Na szczęście w wielu miejscach był ktoś, kto wpuścił nas na teren kempingu. Podczas kolejnych dni, hamak okazał się być najlepszym wydatkiem wszech czasów - zapewniał odpoczynek na trasie i relaksujące bujanie.

Co jakiś czas trzeba było poprawiać mocowanie sakw, bo na dziurach czasami podskoczyły za mocno i krzywo siedziały na rurkach bagażnika. Na podjazdach było czuć ciężar, a będąc przyzwyczajony do wychudzonej szosówki byłem wręcz zdziwiony jak można zamulać rozpędzając się jak lokomotywa.

Natomiast, sam fakt poruszania się z punku A do punktu B, który nie jest pętlą wokół domu był tym czego mi brakowało na co dzień. Ta przygoda kiedy masz cel i musisz dojechać w konkretne miejsce jest tym co mnie napędzało i dawało euforię.

Wnioski

Jeżeli miałbym przygotować swój rower jeszcze raz, to zrezygnował bym z sakw, a kupił pojemniejsze torby na kierownicę, ramę i podsiodłówkę. Dodatkowo zabrał bym po prostu mniej rzeczy.