Bieszczady

Co robimy w majówkę? Weźmy dodatkowe dni wolnego i jedźmy w Bieszczady.
Zarezerwowaliśmy mały domek z dwoma pokojami, aneksem kuchennym i wiatą grillową. Przy rezerwacji gdybaliśmy trochę dłużej w jakim miejscu dokładnie mieć bazę wypadową, bo Bieszczady to dosyć rozległe tereny i siłą rzeczy do niektórych atrakcji to dłuższa droga samochodem. Finalnie wypadło na miejscowość Berezka, nieopodal jeziora Solina.

Jak się okazało, to domek był z widokiem na dolinę i o zachodzie słońca było sporo klimatycznych mgiełek.

Wyjazd zaczęliśmy z dwugodzinnym poślizgiem. Jechaliśmy w 5 osób i zapakowanie się do kombiaka, było trudne zwłaszcza że dwójka pasażerów zabrała samolotowe torby (rozmiar większy niż te kabinowe). Po przepakowaniu ich w miękkie torby, poszło nam dosyć sprawnie. Ze śląska jechaliśmy około 6 godzin plus postoje. Droga była szeroka i kręta, ale dosyć przyjemnie się jechało - oprócz dróg gdzie był zerwany asfalt przed wjechaniem na Podkarpacie.

Nazajutrz spotkaliśmy się z właścicielem domku, który okazał się być przewodnikiem. Polecił nam dolinę Rabiego potoku i dolinę Sanu (tutaj nie dotarliśmy) gdzie wszystkie dawne wsie zostały wysiedlone i zniszczone doszczętnie. Nie doszukaliśmy się również starych zabudowań w miejscach, które odwiedziliśmy. Tereny te są dosyć płaskie i rozległe, przez co się trochę zdziwiliśmy. O ile chodzenie po lesie jest przyjemne, to brakowało nam widoków. Gwoździem programu okazała się być Połonina Wetlińska, która była nam odradzana jako miejsce bardzo turystyczne. Natomiast, była to jedna z lepszych wędrówek przez swoje pejzaże i faktyczną wspinaczkę po górach.


Droga na szczyt odbywała się przez strome schody i pola pełne czosnku niedźwiedziego. Warto tylko dodać, że wejście na połoninę było płatne, jako że leży w parku narodowym.

Ostatni dzień zwieńczył rejs rowerkiem po Solinie i kosztowało to 40 złotych za godzinę. W dwie godziny dopłynęliśmy do brzegu po przeciwnej stronie i z powrotem - polecam wziąć sobie większy czas i nie spieszyć się, bo my ciągle pedałowaliśmy, żeby zdążyć na konkretną godzinę, ponieważ jeden członek wycieczki miał zaplanowaną jazdę konną.



Warto wspomnieć, że w Bieszczadach były wszędzie wiaty ogniskowe/grillowe i porąbane drewno, które można było sobie użyć do usmażenia kiełbaski - jeżeli ktoś się wybiera na wycieczkę to warto zabrać prowiant i zrobić sobie odpoczynek.
