Ambicje

Ambicje

Od zawsze chciałem tworzyć. Zaczęło się od budowania traktorów z klocków LEGO i kreowania przedmiotów które chciałem mieć, a na które nie było stać moich rodziców. Jako siedmiolatek mój budżet wynosił zawrotne 5 złotych, które zbierałem przez spory okres czasu. To zwykle znaczyło, że mój komputer składał się z kartek papieru starannie sklejonych w pudełko i bohomazy do symulowania napędu na płyty CD (luksusem wtedy była nagrywarka i płyty CD/RW). Licznik rowerowy był drewnianym kwadratem znalezionym koło domu i przytwierdzonym do kierownicy roweru - rodzice często widząc takie przedmioty u małego dziecka, za jakiś czas próbowali podarować prawdziwy przedmiot. Tak dostałem komputerek rowerowy.

Pamiętam, że jak byłem trochę starszy (czwarta klasa podstawówki?) to rysowałem w dużym formacie A3 samochody z czasopism motoryzacyjnych. Czasami patrząc się tylko na oryginał, a czasami go kalkując, jeżeli był bardziej skomplikowany.

Później nastał nowy rozdział w moim życiu. Przeprowadzka do Irlandii i po pół roku używania bardzo słabego laptopa, który nie potrafił odpalić gier zacząłem interesować się forami internetowymi i ogólnie internetem. W szkole irlandzkiej mało co rozumiałem, mimo bycia jednym z lepszych uczniów w Polsce jeżeli chodzi o przedmiot języka angielskiego (mama zawsze mnie zmuszała do nauki z nią przy książce - I would like, he she it is...). Dosyć szybko nauczyłem się HTMLu i tworzyłem szablony internetowe, a nawet miałem wykupiony pakiet hostingowy za zawrotne 3 zł na miesiąc. Jak wtedy było ciężko wysłać SMS w celu opłacenia go, bo wymagało to posiadania polskiego numeru telefonu.

Pamiętam, że często nie mogłem spać, bo myślałem co mogę przełożyć na kod i śniło mi się po nocach w jaki sposób mogłem to zrobić. Rano wstawałem, jadłem śniadanie i do południa siedziałem przed ekranem. Pamiętam sytuację, że wstydziłem się przyznać co robiłem wtedy na komputerze... jakieś strony w Internecie? Toż to jakieś herezje.

Przyznałem się dopiero wtedy co robię, jak otworzyłem swój własny sklep internetowy z szablonami na fora internetowe oparte o silnik SMF. Byłem wtedy rok przed klasą maturalną. Zarobiłem na tym przedsięwzięciu kieszonkowe, które czekały na moim koncie PayPal. Już wtedy chciałem bardzo być przedsiębiorcą i po prostu budować.

Po maturze poszedłem na studia w kierunku Computer Science, czyli rozwinąłem swój zapał do kodowania (znałem wtedy bardzo mocno HTML, CSS i zaczynałem naukę PHP) i stałem się programistą. Na studiach sporo logiki, różnych konceptów i języków programowania jak C, Java, Ruby, PHP otworzyła mi bardzo dużo możliwości przez które byłem w stanie więcej budować i bardziej skomplikowane rzeczy. Po prostu cokolwiek mnie zainteresowało, to próbowałem zrobić to coś na swój sposób lub nauczyć się zbudować kopię w celach treningu. Tak teraz patrząc na to, robiąc te wszystkie projekty świadomie lub nieświadomie otrzymywałem spory zasób narzędzi i logiki jak coś zrobić. Jak nie od tej strony, to od innej. Nauczyłem się frameworku jak rozwiązywać problemy.

Jeszcze rok przed ukończeniem studiów i zdobyciem licencjatu (chciałem iść na magisterkę). Dostałem wtedy ofertę pracy jako programista w wielkiej korporacji, która wywodziła się z Doliny Krzemowej. Nie było to Google czy Microsoft - nigdy nie aplikowałem do tych firm, bo wielkie korporacje mnie nie kręciły (a może bałem się ich?). No cóż, przez przypadek poszedłem do innej wielkiej korporacji, po tym jak na targach technologicznych przez moją wysoką samoocenę załapałem się na rozmowę o pracę (w sumie przeszedłem pomyślnie 4 etapy). Wyjeżdżałem rowerem z domu o 8 rano, a wracałem około 19 - i tak prawie przez 3 lata. Pamiętam jak niektóre prywatne projekty, które robiłem to używam do dziś. Tak, pracując w korporacji na pełen etat dalej musiałem tworzyć po godzinach swoje projekty, żeby nakarmić się budowaniem. Nie odbieraj mnie źle, miałem znajomych i cały czas jeździłem w góry na fotograficzne wypady. Po prostu miałem okresy w których siadałem i budowałem to co mi się ubzdurało w głowie.

Okej, po prawie 3 latach i przejścia w tym okresie na przymusową pracę zdalną spowodowaną przez pandemię postanowiłem przeprowadzić się z powrotem do Polski i zamieszkać z moją sympatią, z którą byłem w związku na odległość. Minęły już 2 lata odkąd odważyłem się na taki ruch i nie żałuję żadnych wyborów (raczej z natury nie patrzę na to co było i nie analizuję tego co mogło być). Dochodzimy do punktu w którym jestem teraz i piszę do Ciebie. Jestem szczęśliwy, pracuję zdalnie ze swojego biurka zaoszczędzając codziennie dwie godziny na dojazdy do pracy.

I co? I znowu myślę o przedsiębiorczości. Mam bardzo elastyczną pracę i w ciągu dnia mogę sobie pojechać na rower, zdjęcia czy serwis samochodu. Po prostu wieczorem lub w ciągu tygodnia mogę sobie odrobić godziny, które zabrałem żeby wyjść. Ba, w ciągu pracy w Irlandii i mieszkania u rodziców wygenerowałem tyle oszczędności, że w roku 2023 odebrałem mieszkanie od dewelopera i jestem w trakcie wykańczania. No właśnie, rzeczy do domu tak pożerają budżet, że czasami jestem zaniepokojony tym, że to miesięczna wypłata mnie utrzymuje. To jest dodatkowy powód dla którego zacząłem myśleć o swoich projektach na szerszą skalę - mam dla kogoś pracować całe życie? Mam mieć sufit swoich zarobków? Nie chodzi mi o spaniu na pieniądzach i braniu ich ze sobą do trumny. Chcę być panem swojego życia, zapewnić dobry byt swojej rodzinie i spełnić swoją ambicję, którą hodowałem od dziecka... od wzięcia klocków LEGO do ręki. Chcę pracować nie dlatego, żeby mieć co włożyć do garnka, a dlatego że to lubię. Pragnę zostać przedsiębiorcą. Efektem tego (w dalszej pespektywie) chcę mieć więcej czasu dla rodziny i przeżywać z nimi przygody, a także organizować szalone wyjazdy.

Wiem, że niełatwo jest pogodzić te dwa aspekty. Masz swoją firmę? Siedzisz po godzinach i często jesteś człowiekiem orkiestrą (przez co możesz mieć mniej czasu dla swojej rodziny i przyjaciół). Niełatwo też jest startować swoje projekty jeżeli wiesz, że musisz parę razy ponieść porażkę zanim znajdziesz to coś. To również przeskok w zarobkach, które nagle spadają i wracają miesiącami na poziom w którym jesteś się utrzymać i nie zużywać swojej poduszki oszczędnościowej. Oczywiście to nie musi też być skok wiary rodem z asasyna. Wielu przedsiębiorców powoli dążyło do celu, dalej pracując na etacie lub stopniowo go obcinając i przechodząc na drugą stronę.

Co robię? Kończę urządzać swoje mieszkanie i odbudowuję poduszkę bezpieczeństwa, żeby wyjść na czysto ze wszystkimi zobowiązaniami. Próbuję, żeby nie żałować, że nigdy nie spełniłem swoich marzeń, swoich wizji i ciężkiej pracy, żeby być w miejscu w którym jestem i posiadać wiedzę którą posiadam. Jak to będzie wyglądać? Jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że przekonasz się sam jak będę dzielił się swoimi efektami i przemyśleniami. Jako programista wiem, że mam tą elastyczność w razie której mogę się wycofać w razie sromotnej porażki.